środa, 24 grudnia 2014

Od Ruby

Obudziłam się w lesie. Dobrze mi znanym lesie. Znów byłam na Ziemi, w domu.Przez 200 lat zatapiałam się w bezkresnej ciemności , gdy nagle błysnęło jasne światło i Wrota otworzyły się. Mogłam wyjść. Szczerze nie chciałam,było mi dobrze, ale tłum dusz i demonów wypchał mnie na powierzchnie. Wstałam i popatrzyłam w około. Ścieżka prowadziła wprost do starego dworu zamieszkałego przez moją rodzinę.Ruszyłam w tak bardzo znane mi miejsce. Drzwi były mocno zabite deskami. Jako duch teleportowałam się na drugą stronę. Zobaczyłam stare meble,obrazy i biżuterię. Były tam moje drogocenne krzyże. Że też kościół ich nie zabrał po śmierci rodziców. Zdjęłam prześcieradło z sofy i usiadłam. Zapadałam się coraz bardziej,i możliwe że zostałabym tam na wieki gdybym nie usłyszała zbliżających się ludzi. Przetarłam dłonią szybę i ujrzałam grupę 10 młodzieńców i mężczyzn idącą w stronę dworu. Rozbroili drzwi i wtargnęli do środka. Zaczęli przetrząsać dom. Pakowali biżuterię, klejnoty i obrazy. Rabusie. Złodzieje. Banda Złoczyńców. Nic nie mogłam zrobić. Tylko stać i przyglądać się jak duma mojego rodu ląduje w dłoniach barbarzyńców. W końcu dotarli do mego pokoju.
- Och! Moje krzyże! - krzyknęłam i ruszyłam pędem za nimi, będąc świadoma że nic nie wskóram. Najwidoczniej owi nikczemnicy byli całkiem pozbawiani wiary ponieważ nawet nie popatrzyli na piękne krucyfiksy. Tylko jeden z nich poszperał w szufladzie i schował do kieszeni mój ulubiony krzyż z rubinowym wypełnieniem. Popatrzyłam na niego błagalnie i przez chwilę wydawało mi się że także mnie widzi. Jednak szybko włożył go do torby i krzyknął żeby się pośpieszyli i wynosili z tego domu. Wyszli ,a ja podążyłam za nimi. Zostawiłam dwór za sobą. Zaczynało się ściemniać więc rozbili obóz. Tej nocy spadł śnieg. Obok ich ogniska,które znajdowało się na skraju lasu, była ogromna polana. Była już biała. Najwidoczniej wcześniej padało. Stanęłam na polanie i przypatrywałam się chłopakowi który ukradł mój krzyż. Nagle wszyscy usłyszeliśmy przeraźliwe wycie. Demony. Wypadły z przeciwległej strony lasu. Z nad naturalną prędkością jak na wilkopodobne stworzenia biegły w nasza stronę. Rabusie gotowi byli walczyć. Zauważyłam że cel mojej obserwacji chwycił krzyż w dłoń. Czułam jego wzrok na plecach. Zakryłam twarz krwisto czerwonym płaszczem i oczekiwałam ataku trzech biegnących Demonów. Wiadome że człowiek nie poradziłby sobie w starciu z nimi. Tylko My, Duchy potrafimy je zabić. Mamy specjalną broń. Wilki napięły się i skoczyły. W tym momencie zniknęłam.

Trzy bestię zaryły pyskami w śnieg.Chłopak stał zamurowany. Przywołałam kosę i natarłam na Demony. Nie trwało to nawet kilka sekund. Wszystkie padły pod kilkoma cięciami ostrza.
Złodzieje stali i patrzyli jak ich wrogowie rozsypują się na śniegu. Zawrócili i zaczęli się pakować. W trakcie owej czynności wykrzykiwali coś w dziwnym języku. Jakby znajomy, ten którym ja sama władałam, ale jednak inny. Wychwyciłam słowa : Koniecznie,odejść i nie teraz. W drogę wyjechali wszyscy. Tak mi się zdawało. Na drodze stał z krzyżem w ręku chłopak który najwidoczniej mnie widział. Patrzył na mnie beznamiętnym wzrokiem. Zdawało mi się że trochę przypominają otchłań w której dryfowałam przez ostatnie 200 lat. Nagle wyciągnął rękę z krucyfiksem jakby chciał mi go podać.

Czego Chcesz?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz