Byłem w tym momencie zszokowany. Czyli jednak miałem racje..To był duch. Rzeczywiście można było się łatwo domyślić, ale lepiej się upewnić prawda? W dodatku pokonywał teraz z łatwością te okropne kreatury. Nie mogłem oderwać wzroku od tego widowiska. Mimo mojego zdziwienia czułem radość...Patrzenie jak zwinnie i szybko przecina wszystkie demony. Ich niedługie i praktycznie niezauważalne, a jednak cierpienie. Przepiękne widowisko. Zwłaszcza gdy jest to śmierć, jeśli można to śmiercią nazwać, tych potworów. Nie powinny w ogóle istnieć....Po wszystkim moja grupa zaczęła się pakować. Wcześniej odczuwałem niepewne uczucie...Nie to nie było uczucie, a chęć. Warto było zwrócić uwagę na krzyże znajdujące się w tamtej posiadłości. A przynajmniej na ten, który zabrałem ze sobą. Przeczuwałem, że było w nim coś niezwykłego...Teraz w końcu wiem co. Jednak wracając do poprzednich myśli, teraz chęć stała się pewna. Chęć...Opuszczenia ich. Przywódca nie powinien robić czegoś takiego? Racja byli dla mnie prawie jak rodzina, ale każdy wiedział, że przyjdzie ten czas. Zresztą prawie robi różnice...Rodziny potrzebowałem jedynie jako dziecko. Teraz bliskość innych była mi zbędna. Także i oni stali się niepotrzebni.
-Uwaga, wszyscy!-zawołałem. Mój głos nie był za cichy, ani za głośny. Wszyscy skierowali swoje twarze w moją stronę. W końcu ich przywódca postanowił coś powiedzieć. Stwierdziłem, że to najlepszy moment aby uświadomić resztę o tym, że...-Muszę koniecznie was opuścić-powiedziałem poważnie, niektórzy powiedzieliby, że wręcz bez uczuć. Wszyscy patrzyli się na mnie zdziwieni.
-Przecież nie możesz nas opuścić! Jesteś przywódcą, nie!?-krzyknął jeden z nich, William. Był on w naszej grupie niewiele dłużej niż ja. Mimo jego zwyczajowego optymizmu nawet on był teraz zaskoczony czy wściekły. Inni zaczęli powtarzać za nim. Padło tak wiele zdań jak i uczuć. Przerażenie, wściekłość, zdziwienie, desperacja...Tak łatwo można było odczytać wszystkie ich uczucia. Strach innych zazwyczaj satysfakcjonuje mnie czy cieszy. Teraz jednak było inaczej...Ale nie ma co o tym rozmyślać. Jeden przekrzykiwał innego. "Nie możesz nam tego zrobić! Nie teraz!", "Nasza grupa miała nigdy się nie rozpaść!", "Tak zachowuje się przywódca!?". Westchnąłem ledwo słyszalnie. Mimo tego wszyscy zamilkli. To jakim szacunkiem mnie darzą...
-Wybaczcie, jednak podjąłem już decyzję-powiedziałem jasno i wyraźne. Nikt już nie miał zamiaru się sprzeciwiać. Wkrótce wyjechali. Zostałem na drodze praktycznie sam...A raczej ktoś mógłby tak pomyśleć. Ściskając w dłoni wcześniej znaleziony krzyż przyglądałem się stojącej przede mną dziewczynie. Niezwyczajnej dziewczynie...Duchowi. Wyciągnąłem w jej stronę rękę w której ściskałem przedmiot który skradłem gdy byliśmy w posiadłości.
-To twoja własność, racja?-spytałem. Gdyby nie to za pewne nie mógłbym dostrzec dziewczyny w płaszczu o czerwonym kolorze. Ducha zobaczyć można jedynie gdy posiada się jego rzecz. Słyszałem o tym parę razy gdy przechodziliśmy przez różne miasta. Dziewczyna bez słowa wykonała ruch głową. Rozumiem, że była to odpowiedź potwierdzająca-Czyli dom który okradła moja grupa, był niegdyś twoim domem?-ciągnąłem dalej. Po co mi takie informacje? Czysta ciekawość. Jeszcze nigdy nie miałem "zaszczytu" prowadzenia rozmowy z duchem bądź w ogóle widzenia go. Ciekawe jak to jest, że ze wszystkich krzyżów akurat ten przyciągnął moją uwagę. Przeczucie? Duch wykonał identyczny gest co wcześniej, jednak jego wzrok zmienił się. Dziewczyna patrzyła teraz na mnie jakby chciała przekazać wiadomość "Naprawdę myślisz inaczej?". Trochę przerażające, nie ma co-W takim razie składam szczere przeprosiny. Może mógłbym jakoś Ci to wynagrodzić?-zapytałem znów. Jakie mam z tego korzyści? Wiem co potrafią robić duchy...Zresztą nawet gdybym nie widział maiłem przed chwilą pokaz. Z jej mocą mógłbym powybijać wszystkie te kreatury. Patrzyć na to jak obracają się w nicość. Uśmiechać się wtedy triumfalnie. To byłoby dla mnie najlepsze uczucia, prawda? Chcę móc to poczuć. Choć moje oczy podczas rozmowy wędrowały w różne strony teraz wbiłem wzrok prosto w dziewczynę, wyczekując jakiejkolwiek odpowiedzi. Na początku musiałem choć trochę się do niej zbliżyć.
-Cóż...Możesz mi pomagać-stwierdziła odzywając się w końcu. Więc to tak...Sądzę, że to dobry sposób na odpokutowanie. Jednakże, jak mam to rozumieć? Pewnym jest to, że nie jest ona z naszych czasów. W końcu jest duchem. Mimo, że jej płaszcz nie ukazuje całego ubrania mogę wnioskować z tego co widać, że jej ubrania pochodzą z czasów dalszych od naszych o...200? 300 lat? Może trochę mniej czy więcej. Ale nieistotne. W takim razie jak ona rozumuje "pomaganie jej"? Nagle wpadłem na pomysł.
-Czyli mam być twoim sługą?-spytałem wprost tonem który mimo, że w dalszym ciągu spokojnym, mniej chłodnym. Takie bycie podwładnym...Nie powiem, że mi się to nie uśmiecha. Dziwne, co? Ale wtedy mam prawie pewność, iż nie będzie miała zamiaru mnie tak nagle opuścić. A z jej umiejętnościami...Doprowadzę w końcu do wyginięcia wszystkich demonów.
Jaka jest twoja odpowiedź?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz