Dokładnie wsłuchiwałem się w słowa, jak się okazało Ruby. Oczywiście miałem świadomość, że ludzie nie mogę zabijać demonów. Choć nie wszyscy zdawali sobie z tego sprawę i uparcie z nimi walczyli. Prawdziwym celem naszej grupy było jedynie drobne odstraszanie tych potworów i rabowanie. Prędzej więc było nam do złodziei niż jakichkolwiek bohaterów. Zrozumiałem to gdy zostałem przywódcą. Jednak co mieliśmy robić? Nie, zapominam się. Już do nich nie należę, więc po co tak właściwie o nich myślę? Ruby zadała mi pytanie. No tak, w końcu dalej nie powiedziałem jak ma się do mnie zwracać.
-Mówią mi Kira Kakureta-odparłem. Nie mogę powiedzieć, że tak się nazywam. W rzeczywistości posiadałem inne imię. Niestety, ale przez szok jaki przeżyłem gdy byłem dzieckiem nie jest mi ono już znajome. Pewnie mógłbym sobie przypomnieć je w jakiś sposób...Ale czy to takie ważne? Teraz zwę się "skrytym zabójcą". Odpowiadała mi to imię, a raczej przydomek. Najwidoczniej jedynie pan Takami...To znaczy przywódca przede mną znał mnie dobrze. Inni dają się nabrać na maskę którą przybieram. Dobrze wiem, że to nie jest moja prawdziwa osobowość, ale najzwyczajniej...Nie potrafię już zachowywać się inaczej. Zupełnie jakbym miał kontrolę tylko nad myślami które są zamknięte we mnie i nigdy do nikogo nie dojdą. Może to lepiej? Nie każdemu przypadły by do gustu opisy moich uczuć gdy widzę jak ktoś cierpi. W końcu mało osób podziela mój zachwyt tego typu rzeczami. Po chwili przerzuciłem wzrok na "moją panią". Tak, od tej pory tak będę się do niej zwracał. Wyglądało na to, że zasnęła. Sam nie wiem kiedy. Czy duchy potrzebują snu? Tak czy siak... Gdy śpi wygląda tak bezbronnie. Idealny widok dla sadysty, co? Uśmiechnąłem się nikle pod nosem i uniosłem wzrok by wbić go w niebo. Widoczne było na nim już parę gwiazd. Nikt nigdy nie określił ich dokładnej ilości...Jest ich po prostu "dużo", "wiele" bądź "nieskończoność". Czy ktokolwiek oszacował ile w dalszym ciągu istnieje demonów? Niektórzy porównają ich ilość do gwiazd..."Nieskończenie wiele". Jednak to nie może być prawda. Nie ma czegoś takiego jak nieskończoność. Kiedyś wszystkie kreatury zniknął z tego świata...Nie mogę powiedzieć, że jestem tego pewien ani że sam o to zadbam. To byłyby kłamstwa. Poza tym bez skutecznej broni niczego nie dałbym rady zrobić. Ponownie spojrzałem ukradkiem na Ruby. Następnie rozmyślając nad różnymi rzeczami zasnąłem. Nie wiem ile spałem ani o czym śniłem. Wiem jedno: ze snu wybudziło mnie wycie. Tylko jedne istoty mogły wydawać taki dźwięk. Demony...Wstając jak najprędzej podszedłem do dziewczyny i lekko nią wstrząsnąłem. Ruby otwarła oczy i spojrzała na mnie.
-Nie chce przerywać mej pani snu, jednakże...-kolejne krzyki obrzydliwych kreatur nie pozwoliły mi na dokończenie. Mimo tego dziewczyna od razu zrozumiała o co chodzi i wstała. Spojrzała na kierunek z któgo nadciągać zaczęła grupa czarnych kotów o czerwonych oczach. Oczywiście nie były to potulne pupilki domowe, a demony przybierające postać pum. Ruby przyzwała swoją kosę, a ja chwyciłem mój karabin i odszedłem na nieco dalszy dystans. Nie ma czasu na rozkładanie dwójnogu i przyczepianie go. Spoglądając w celownik skierowałem broń w stronę potwora mającego zamiar skoczyć na moją panią. Gdy ta miała zamiar przeciąć go kosą ja wystrzeliłem pocisk trafiający prosto w jego głowe. Demon od razu rozsypał się. Jeszcze nigdy nie czułem tego co w tym momencie. Można porównać to do radości, jednak jest to o wiele mocniejsze uczucie. Uczucie które przytłacza...Tak mocne, ze mogłoby doprowadzić do szaleństwa. Czy może rzeczywiście była to odmiana wielkego szczęścia?
-Mam nadzieję, że się do czegoś przydam pani-powiedziałem mimo wszystko spokojnie, nie głośno, a jednak tak by usłyszała, bez konkretnego wyrazu na twarzy. Wydawało mi się jednak, że ktoś uważny zauważy mój niewyraźny, a jednak dość duży uśmiech. Nie ma co nad tym myśleć. Pora by te potwory zobaczyły że można być od nich silniejszym...
Ruby?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz