Byłam w pobliżu miasta. Miło wrócić do tego miasta po czterystu latach. Wrota zostały otwarte, ale to nic dobrego. Prócz duchów na świat wydostały się te paskudne demony... Jedyna myśl jaka tkwić będzie w mojej głowie to "zabić wszystkie bestie". Przede mną na ziemi klęczała dziewczyna. W ręce miała mój wisiorek...Kiedyś tutaj była siedziba mojej grupy... Zwykłych wyrzutków,
jak ja. Za mojego życia, osoby z czerwonymi oczami były wyklęte. Traktowano nas niemal jakbyśmy byli demonami w ludzkiej skórze. Odsunęłam się od niej. Skoro ma go to mnie
zobaczy. Iść czy nie? Moje rozmyślenia przerwał okropny skowyt. Dookoła zebrało się pięć tych potworów. Okropne, czarne oraz przerażające wilki nienormalnych rozmiarów. Nie byłam dla nich
widoczna. Bestie otoczyły dziewczynę. Mimo to nie widać na jej twarzy przerażenia. Jedna z tych co nie boją się śmierci? Wyglądałam tak samo idąc na moją ostatnią bitwę... Nie ma już nic do stracenia.Dom, rodzina, przyjaciele... Wszystko... Stracone... Coś okropnego. Widzieć osoby znaczące dla Ciebie tak wiele, gdy wydają ostatnie tchnienie... Mimo to, że ludzie giną tu, na ziemi,ich egzystencja nie znika. Nie rozpływa się tak sobie w powietrzu. Zostają kimś podobnym do mnie.Celem ich istnienia staje się wybicie demonów co do jednego. Sprawienie, aby każdy z nich przestał istnieć. To jedyne po co istniejemy. Demony rzuciły się w jej stronę. Bez większego namysłu
wyciągnęłam miecz i zaczęłam mordować je, kilkukrotnie zmieniając możliwości mojej broni. Po kilku minutach byłam cała w krwi tych przeklętych bestii. Zaczęłam się śmiać. Czyżbym miała objawy sadyzmu? Chyba tak. Och, no trudno. Przetrwam to jakoś. Odwróciłam się do dziewczyny. Starłam krew z twarzy.
- Dołącz do mnie - stwierdziłam już z poważną miną. Podeszłam bliżej i podałam jej rękę. - Co ty na to?
Dołączysz do mnie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz