Dziewczyna wzruszyła ramionami. Tu zdecydowanie było zbyt cicho... We wszelkich tego typu miejscach zwykle powinny być dosłownie przerażające ilości demonów. Mogę szczerze powiedzieć, że ubóstwiają taki teren. Tyle dobrego, iż nie śmierdziało trupem. Uważnie przyglądałam się wszystkiemu i nasłuchiwałam kroków potworów. To wręcz nienormalne by nie było tu żadnego. Skupiałam się na tym by dziewczynie nic się nie stało. Teraz gdy do mnie dołączyła, moim obowiązkiem jest ją chronić. Duchy na ziemi zwykle nie mają żadnych celi prócz "Zabij wszystkie demony" i nie rzadko "Chroń swojego człowieka". Jednak ja mam jeszcze jeden. Moje wspomnienia są cząstkowe. Nie jestem pewna dlaczego musiało paść akurat na mnie ani czy to się stało z jakichś głębszych powodów. Jeśli nawet tak to dowiem się tego dopiero po odzyskaniu moich wspomnień. Mam tylko i wyłącznie ostatnie i najgorsze wspomnienia z mojego życia tutaj. Mianowicie ostatnie dwa miesiące. Nawet nie całe. Wiem nie wiele na temat odzyskania moich wspomnień. Na pewno to, że mogę je odzyskać zabijając niektóre demony. Także to, iż jeśli jestem niedaleko potwora posiadającego wspomnienie, ale zostanie zabity przez innego ducha, mogę stracić ten odłamek. Jednakże to bardzo mało prawdopodobne. Pewniejsze jest to, iż i ja, i zabójca demona je dostanie. Tak przynajmniej mi się wydaje. Jeszcze nie próbowałam żadnego odzyskać. Szczerze powiedziawszy to mam nadzieję, że tako wo się stanie. Poderwałam się nagle, gdy coś upadło dziewczynie. Byłam natychmiastowo gotowa do walki. Kiedy zobaczyłam, iż po prostu coś jej upadło uspokoiłam się. Był to bardzo, ale to bardzo poważny błąd. W pomieszczeniu usłyszałyśmy niosący się echem, demoniczny wyk. Był odrażający jak ten, który go wydawał. Przed nami stała jeszcze większa grupa potworów, niżeli ostatnio. Czyżbym któregoś pominęło i pobiegł po pomoc? Teraz to nie jest ważne. Rzuciłam się w stronę bestii oraz wraz z moją partnerką rozpoczęłam masowy mord tych stworzeń. Zagapiłam się przez co zarówno ja, jak i ona zostałyśmy ranne. Kiedy zakończyłyśmy walkę, wzięłyśmy apteczkę. Zajęłam się raną dziewczyny. Bądź co bądź, muszę się nią opiekować. To jeden z moich obowiązków. Gdy skończyłam zajmować się nią, opatrzyłam siebie. Duchy też da się zranić.
- Przeprasza. Ranna, moja wina. Bardzo przeprasza - przeprosiłam ją. Naprawdę, kiedy się denerwują zaczynam być zbyt oszczędna w słowa. Dla niektórych to irytujące.
Hitoschi? Wybaczysz mi?
środa, 31 grudnia 2014
Od Hitoschi
Zmierzyłam ja uważnym wzrokiem. Kiedy spojrzałam na jej ubranie poczułam jak ciśnie mi się na język następujące zdanie: ,,Z choinki z się urwałaś?"
Zamiast uścisnąć wyciągniętą do mnie kończynę delikatnie pokiwałam głową. Ta usiadła naprzeciwko mnie.
-Rozalia.
Wizja odezwania się była mało kusząca,ale obawiam się, że bez słów się tu nie obędzie.
-Hitoschi.
-Daj mi swój miecz.
Gdybym była do tego zdolna najpewniej obdarzyłabym ją teraz nieprzychylnym, nieufnym spojrzeniem, ale jako, że niezależnie od nastroju twarz wygląda tak samo nie można było dostrzec mojej irytacji.Proszę się przez chwilę zastanowić jak to właściwie wygląda. Jakaś obca babka przychodzi do ciebie w środku nocy,zabija kilka demonów po czym proponuje ci dołączenie do siebie.Ty jak głupi się zgadzasz,a ta jeszcze chce twoją jedyną broń.
Spojrzałam jej prosto w oczy szukając w nich jakiejś wskazówki, czegoś co by mi powiedziało co chce zrobić z moją kataną. Ta jednak po prostu się uśmiechała co ,nie ukrywam, nieco zbiło mnie z tropu. Podałam jej swoją ulubioną zabawkę po czym niecierpliwie czekałam aż mi ją odda. Trochę jak dziecko,któremu zabrano ukochanego misia żeby go wreszcie uprać. Gdy w końcu wyciągnęła do mnie rękę z mieczem o mało jej go nie wyrwałam.Jakby nie patrzeć ta oto katana była, od około pięciu lub sześciu lat, jedyną rzeczą dającą mi jakiekolwiek oparcie i , jakże dziś wartościowe, poczucie bezpieczeństwa.
I co, że nie dało się nią zabić demona, ale sam chłód rękojeści napawał spokojem i nie istniejącym w dzisiejszych czasach ciepłem.
-Jakie masz plany?-dobiegło mnie pytanie.
Wzrok, razem z głowa, automatycznie powędrował ku miastu.
-Aha...Ale ty wiesz, że tam się pewnie roi od demonów?
Spuściłam głowę. Spojrzałam na lewo, otworzyłam plecak, wyjęłam zeschły chleb.Wzrok ponownie powędrował ku miastu.
A jakże mogłabym nie wiedzieć. Przecież to tu straciłam rodzinę, wszelkie perspektywy i ambicje.
Namiot opuściłam o świcie. W pełnym rynsztunku, plecakiem na plecach.
Usłyszałam kroki.Zignorowałam je jednak bo miałam wyznaczony cel, niezależnie od tego czy duszkowi to w smak, czy nie.
Odnalezienie schronu nie było trudne.Oczywiście ani przez chwilę nie łudziłam się, że którakolwiek grupa jeszcze tu jest. Grupy jednak nie znikły bez śladu. W środku nadal były chińskie zupki,apteczki...ale i trupy. Ale nie śmierdziało, same szkielety.
Rozalia nie komentowała. Nawet kiedy zajęłam się grzebaniem w kieszeniach trupów.
-Tu jest podejrzanie cicho- powiedziała w końcu- W takich miejscach zwykle roi się od demonów.
Wzruszyłam ramionami.To chyba dobrze.
Rozalia?
Zamiast uścisnąć wyciągniętą do mnie kończynę delikatnie pokiwałam głową. Ta usiadła naprzeciwko mnie.
-Rozalia.
Wizja odezwania się była mało kusząca,ale obawiam się, że bez słów się tu nie obędzie.
-Hitoschi.
-Daj mi swój miecz.
Gdybym była do tego zdolna najpewniej obdarzyłabym ją teraz nieprzychylnym, nieufnym spojrzeniem, ale jako, że niezależnie od nastroju twarz wygląda tak samo nie można było dostrzec mojej irytacji.Proszę się przez chwilę zastanowić jak to właściwie wygląda. Jakaś obca babka przychodzi do ciebie w środku nocy,zabija kilka demonów po czym proponuje ci dołączenie do siebie.Ty jak głupi się zgadzasz,a ta jeszcze chce twoją jedyną broń.
Spojrzałam jej prosto w oczy szukając w nich jakiejś wskazówki, czegoś co by mi powiedziało co chce zrobić z moją kataną. Ta jednak po prostu się uśmiechała co ,nie ukrywam, nieco zbiło mnie z tropu. Podałam jej swoją ulubioną zabawkę po czym niecierpliwie czekałam aż mi ją odda. Trochę jak dziecko,któremu zabrano ukochanego misia żeby go wreszcie uprać. Gdy w końcu wyciągnęła do mnie rękę z mieczem o mało jej go nie wyrwałam.Jakby nie patrzeć ta oto katana była, od około pięciu lub sześciu lat, jedyną rzeczą dającą mi jakiekolwiek oparcie i , jakże dziś wartościowe, poczucie bezpieczeństwa.
I co, że nie dało się nią zabić demona, ale sam chłód rękojeści napawał spokojem i nie istniejącym w dzisiejszych czasach ciepłem.
-Jakie masz plany?-dobiegło mnie pytanie.
Wzrok, razem z głowa, automatycznie powędrował ku miastu.
-Aha...Ale ty wiesz, że tam się pewnie roi od demonów?
Spuściłam głowę. Spojrzałam na lewo, otworzyłam plecak, wyjęłam zeschły chleb.Wzrok ponownie powędrował ku miastu.
A jakże mogłabym nie wiedzieć. Przecież to tu straciłam rodzinę, wszelkie perspektywy i ambicje.
Namiot opuściłam o świcie. W pełnym rynsztunku, plecakiem na plecach.
Usłyszałam kroki.Zignorowałam je jednak bo miałam wyznaczony cel, niezależnie od tego czy duszkowi to w smak, czy nie.
Odnalezienie schronu nie było trudne.Oczywiście ani przez chwilę nie łudziłam się, że którakolwiek grupa jeszcze tu jest. Grupy jednak nie znikły bez śladu. W środku nadal były chińskie zupki,apteczki...ale i trupy. Ale nie śmierdziało, same szkielety.
Rozalia nie komentowała. Nawet kiedy zajęłam się grzebaniem w kieszeniach trupów.
-Tu jest podejrzanie cicho- powiedziała w końcu- W takich miejscach zwykle roi się od demonów.
Wzruszyłam ramionami.To chyba dobrze.
Rozalia?
niedziela, 28 grudnia 2014
/!\ Uwaga /!\
Chciałam zakomunikować że osoby chętne do dołączenia,jednakże nie posiadające Ducha lub Człowieka mogą zapisać się do bloga. Dopóki nie znajdą swojego towarzysza będą pisały opowiadania ,,Samotne". Widoczne "osamotnione" osoby będą widoczne w osobnej zakładce. Jeśli będą dwie samotne osoby >Duch i Człowiek< radzimy popisać ze sobą i złączyć w pary. ^^
Od Rozalii
Byłam w pobliżu miasta. Miło wrócić do tego miasta po czterystu latach. Wrota zostały otwarte, ale to nic dobrego. Prócz duchów na świat wydostały się te paskudne demony... Jedyna myśl jaka tkwić będzie w mojej głowie to "zabić wszystkie bestie". Przede mną na ziemi klęczała dziewczyna. W ręce miała mój wisiorek...Kiedyś tutaj była siedziba mojej grupy... Zwykłych wyrzutków,
jak ja. Za mojego życia, osoby z czerwonymi oczami były wyklęte. Traktowano nas niemal jakbyśmy byli demonami w ludzkiej skórze. Odsunęłam się od niej. Skoro ma go to mnie
zobaczy. Iść czy nie? Moje rozmyślenia przerwał okropny skowyt. Dookoła zebrało się pięć tych potworów. Okropne, czarne oraz przerażające wilki nienormalnych rozmiarów. Nie byłam dla nich
widoczna. Bestie otoczyły dziewczynę. Mimo to nie widać na jej twarzy przerażenia. Jedna z tych co nie boją się śmierci? Wyglądałam tak samo idąc na moją ostatnią bitwę... Nie ma już nic do stracenia.Dom, rodzina, przyjaciele... Wszystko... Stracone... Coś okropnego. Widzieć osoby znaczące dla Ciebie tak wiele, gdy wydają ostatnie tchnienie... Mimo to, że ludzie giną tu, na ziemi,ich egzystencja nie znika. Nie rozpływa się tak sobie w powietrzu. Zostają kimś podobnym do mnie.Celem ich istnienia staje się wybicie demonów co do jednego. Sprawienie, aby każdy z nich przestał istnieć. To jedyne po co istniejemy. Demony rzuciły się w jej stronę. Bez większego namysłu
wyciągnęłam miecz i zaczęłam mordować je, kilkukrotnie zmieniając możliwości mojej broni. Po kilku minutach byłam cała w krwi tych przeklętych bestii. Zaczęłam się śmiać. Czyżbym miała objawy sadyzmu? Chyba tak. Och, no trudno. Przetrwam to jakoś. Odwróciłam się do dziewczyny. Starłam krew z twarzy.
- Dołącz do mnie - stwierdziłam już z poważną miną. Podeszłam bliżej i podałam jej rękę. - Co ty na to?
Dołączysz do mnie?
jak ja. Za mojego życia, osoby z czerwonymi oczami były wyklęte. Traktowano nas niemal jakbyśmy byli demonami w ludzkiej skórze. Odsunęłam się od niej. Skoro ma go to mnie
zobaczy. Iść czy nie? Moje rozmyślenia przerwał okropny skowyt. Dookoła zebrało się pięć tych potworów. Okropne, czarne oraz przerażające wilki nienormalnych rozmiarów. Nie byłam dla nich
widoczna. Bestie otoczyły dziewczynę. Mimo to nie widać na jej twarzy przerażenia. Jedna z tych co nie boją się śmierci? Wyglądałam tak samo idąc na moją ostatnią bitwę... Nie ma już nic do stracenia.Dom, rodzina, przyjaciele... Wszystko... Stracone... Coś okropnego. Widzieć osoby znaczące dla Ciebie tak wiele, gdy wydają ostatnie tchnienie... Mimo to, że ludzie giną tu, na ziemi,ich egzystencja nie znika. Nie rozpływa się tak sobie w powietrzu. Zostają kimś podobnym do mnie.Celem ich istnienia staje się wybicie demonów co do jednego. Sprawienie, aby każdy z nich przestał istnieć. To jedyne po co istniejemy. Demony rzuciły się w jej stronę. Bez większego namysłu
wyciągnęłam miecz i zaczęłam mordować je, kilkukrotnie zmieniając możliwości mojej broni. Po kilku minutach byłam cała w krwi tych przeklętych bestii. Zaczęłam się śmiać. Czyżbym miała objawy sadyzmu? Chyba tak. Och, no trudno. Przetrwam to jakoś. Odwróciłam się do dziewczyny. Starłam krew z twarzy.
- Dołącz do mnie - stwierdziłam już z poważną miną. Podeszłam bliżej i podałam jej rękę. - Co ty na to?
Dołączysz do mnie?
sobota, 27 grudnia 2014
Profil Hitoschi!
Imię: Hitoschi
Nazwisko: Hayami
Wiek:16 lat
Płeć: Kobieta
Partner: Nie jestem romantyczką
Wygląd: Jeśli chodzi o pierwsze wrażenie to raczej nie różni się zbytnio od swoich rówieśniczek.Wzrost i wagę ma prawidłową, może nieperfekcyjną, ale nie można narzekać.Twarzy, o dziwo, nie zdążyła jeszcze ubliżyć żadna blizna. Oczy niebieskie, przenikliwe, bezdenne, a jednocześnie zupełnie puste, niczego nie zdradzające.Włosy długie i czarne, przypominające barwę granatową.
Charakter: Zdarzają się ludzie oszczędni w słowach, cisi, małomówni...Ona jest niczym niema. Odzywa się wyjątkowo rzadko. Zwykle jej spojrzenie ,,mówi" wszystko. Jeżeli jest coś w stanie przekazać nie używając słów to się do tego ograniczy, no chyba, że akurat trwa walka, wtedy trzeba działać szybko. Trudno o jej zaufanie lub szacunek. Ufa tylko komuś kto udowodnił jej, że jest tego wart. Jest nadzwyczaj poważna, spokojna dopóki ktoś nie przegnie, a wtedy...auć. No dobra, to kiedy ktoś natrafi na wyjątkowo drażliwy temat. Np. nie znosi gdy ktoś próbuje przemówić do jej sumienia, uczuć. Z twarzy praktycznie nigdy nic się nie da wywnioskować. Niezależnie od tego czy walczy, czy właśnie grozi komuś kataną ,przykłada ją do gardła lub nawet mówi o jakże nieprzyjemnej przeszłości-jej oczy pozostają nieruchome. Zdaje się odseparowywać od świata niewidzialną barierą. Jest niedostępna, tak jakby ten świat dla niej nie istniał jakby cała rzeczywistość była snem, widać to po jej ruchach, postawie. Demon może na nią szarżować, a ona będzie mieć to głęboko gdzieś...Jej tam nie ma, to jej nie dotyczy.
Historia: Nim zjechały się demony żyłam w spokojnym miasteczku. Miałam wielu przyjaciół i rodzinę...a potem one...Wszyscy którzy nie zginęli zaraz po ich przybyciu pochowali się do schronów, utworzonych jeszcze w czasie drugiej lub pierwszej wojny światowej, na wypadek nalotu. Gdzieś tak co tydzień z każdego schronu wychodziło średnio pięciu mężczyzn, którzy mieli na celu zdobycie pożywienia. Jeżeli wyszło pięciu to najczęściej nie wracał jeden. Na nasze szczęście (lub może właśnie nieszczęście) zdarzało się, że dwie lub więcej grupy wychodziły jednocześnie. Demony albo rzucały się na jedną i mordowały wszystkich albo rozdzielały się dając szansę reszcie na ucieczkę. Trwało to blisko pół roku.
Mężczyźni ginęli, wychodziły kobiety i młodzi chłopcy. W końcu została garstka podrostków i zgraja płaczących dzieciaków. Ja byłam akurat pomiędzy tymi dwoma grupami. Miałam wtedy dziesięć lub jedenaście lat gdy wypadło na mnie.
Miałam się trzymać tyłu i tak właśnie robiłam. Niestety wyszła też druga grupa. Demony obrały sobie za cel właśnie nas. Kiedy tamci usiłowali walczyć (oczywiście marne były ich nadzieje) ja zgodnie z rozkazami uciekałam w stronę schronu.
Wspięłam się na wrak leżącego na środku ulicy samolotu, który tu wysłano (nasze miasto zostało zaatakowane jako jedno z pierwszych więc nikt się jeszcze nie zorientował, że tych bestii nie położy ołów). Ścigał mnie jeden z demonów. Nie zabił mnie chyba tylko ze zwykłego lenistwa i (jak teraz sądzę) złośliwości. Chciał bym żyła dalej mając w pamięci krew na żwirze w który potem zaryłam gdy ześlizgiwałam się z wraku. Upadając uderzyłam w coś, co potem okazało się ładunkiem. Pilot miał ze sobą sprzęt niezbędny do przetrwania na wypadek niepowodzenia. Były tam między innymi leki, bandaże, woda utleniona i żywność o długiej dacie ważności.
Zaniosłam to do schronu. Następne wyprawy mimo dalszych ofiar nie wydawały się już takie straszne. Życie niegdyś uważna za dar i za coś bardzo wartościowego zmieniło się w coś niewiele wartego. To tak jakby kupić drogi przedmiot, a usiłując go sprzedać nie móc znaleźć kupca i wciąż obniżać cenę.
Ostatecznie demony dostały się do naszego schronu i wybiły wszystkich gdy ja szukałam źródła wody pitnej. O dziwo po powrocie nie płakałam już nad ciałami pięciolatków.
Bo nie robiłam tego dla nich, dla nikogo niczego nie robiłam, nawet dla siebie. Bo ile jest warte moje życie? Ile było warte ich życie?
Uklękłam tylko nad ciałem martwej dziewczynki, położyłam palce na jej powiekach i zamknęłam nadal otwarte oczy.
Po zakopaniu ciał przez kilka lat szwendałam się po świecie z kataną w ręce. Nie dołączyłam już do żadnej innej grupy. Odwiedzałam zniszczone miasta, znajdowałam tam żywność i sprzęt konieczny do przeżycia. Potem wróciłam do swego rodzinnego miasteczka. Idąc natknęłam się na coś. Było to gdy obozowałam w pobliżu miasta. Przygotowując ognisko natknęłam się na zagrzebany tuż pod powierzchnią ziemi wisiorek.
Rodzina: Taa...taa...w pewnym sensie mam, tyle że zdechłą
Broń: Katana
Duch i Rzecz Do Niego Należąca:Rozalia Yami, naszyjnik z różą z opalu ognistego
Wygląd:
Howrse: Margo5
Nazwisko: Hayami
Wiek:16 lat
Płeć: Kobieta
Partner: Nie jestem romantyczką
Wygląd: Jeśli chodzi o pierwsze wrażenie to raczej nie różni się zbytnio od swoich rówieśniczek.Wzrost i wagę ma prawidłową, może nieperfekcyjną, ale nie można narzekać.Twarzy, o dziwo, nie zdążyła jeszcze ubliżyć żadna blizna. Oczy niebieskie, przenikliwe, bezdenne, a jednocześnie zupełnie puste, niczego nie zdradzające.Włosy długie i czarne, przypominające barwę granatową.
Charakter: Zdarzają się ludzie oszczędni w słowach, cisi, małomówni...Ona jest niczym niema. Odzywa się wyjątkowo rzadko. Zwykle jej spojrzenie ,,mówi" wszystko. Jeżeli jest coś w stanie przekazać nie używając słów to się do tego ograniczy, no chyba, że akurat trwa walka, wtedy trzeba działać szybko. Trudno o jej zaufanie lub szacunek. Ufa tylko komuś kto udowodnił jej, że jest tego wart. Jest nadzwyczaj poważna, spokojna dopóki ktoś nie przegnie, a wtedy...auć. No dobra, to kiedy ktoś natrafi na wyjątkowo drażliwy temat. Np. nie znosi gdy ktoś próbuje przemówić do jej sumienia, uczuć. Z twarzy praktycznie nigdy nic się nie da wywnioskować. Niezależnie od tego czy walczy, czy właśnie grozi komuś kataną ,przykłada ją do gardła lub nawet mówi o jakże nieprzyjemnej przeszłości-jej oczy pozostają nieruchome. Zdaje się odseparowywać od świata niewidzialną barierą. Jest niedostępna, tak jakby ten świat dla niej nie istniał jakby cała rzeczywistość była snem, widać to po jej ruchach, postawie. Demon może na nią szarżować, a ona będzie mieć to głęboko gdzieś...Jej tam nie ma, to jej nie dotyczy.
Historia: Nim zjechały się demony żyłam w spokojnym miasteczku. Miałam wielu przyjaciół i rodzinę...a potem one...Wszyscy którzy nie zginęli zaraz po ich przybyciu pochowali się do schronów, utworzonych jeszcze w czasie drugiej lub pierwszej wojny światowej, na wypadek nalotu. Gdzieś tak co tydzień z każdego schronu wychodziło średnio pięciu mężczyzn, którzy mieli na celu zdobycie pożywienia. Jeżeli wyszło pięciu to najczęściej nie wracał jeden. Na nasze szczęście (lub może właśnie nieszczęście) zdarzało się, że dwie lub więcej grupy wychodziły jednocześnie. Demony albo rzucały się na jedną i mordowały wszystkich albo rozdzielały się dając szansę reszcie na ucieczkę. Trwało to blisko pół roku.
Mężczyźni ginęli, wychodziły kobiety i młodzi chłopcy. W końcu została garstka podrostków i zgraja płaczących dzieciaków. Ja byłam akurat pomiędzy tymi dwoma grupami. Miałam wtedy dziesięć lub jedenaście lat gdy wypadło na mnie.
Miałam się trzymać tyłu i tak właśnie robiłam. Niestety wyszła też druga grupa. Demony obrały sobie za cel właśnie nas. Kiedy tamci usiłowali walczyć (oczywiście marne były ich nadzieje) ja zgodnie z rozkazami uciekałam w stronę schronu.
Wspięłam się na wrak leżącego na środku ulicy samolotu, który tu wysłano (nasze miasto zostało zaatakowane jako jedno z pierwszych więc nikt się jeszcze nie zorientował, że tych bestii nie położy ołów). Ścigał mnie jeden z demonów. Nie zabił mnie chyba tylko ze zwykłego lenistwa i (jak teraz sądzę) złośliwości. Chciał bym żyła dalej mając w pamięci krew na żwirze w który potem zaryłam gdy ześlizgiwałam się z wraku. Upadając uderzyłam w coś, co potem okazało się ładunkiem. Pilot miał ze sobą sprzęt niezbędny do przetrwania na wypadek niepowodzenia. Były tam między innymi leki, bandaże, woda utleniona i żywność o długiej dacie ważności.
Zaniosłam to do schronu. Następne wyprawy mimo dalszych ofiar nie wydawały się już takie straszne. Życie niegdyś uważna za dar i za coś bardzo wartościowego zmieniło się w coś niewiele wartego. To tak jakby kupić drogi przedmiot, a usiłując go sprzedać nie móc znaleźć kupca i wciąż obniżać cenę.
Ostatecznie demony dostały się do naszego schronu i wybiły wszystkich gdy ja szukałam źródła wody pitnej. O dziwo po powrocie nie płakałam już nad ciałami pięciolatków.
Bo nie robiłam tego dla nich, dla nikogo niczego nie robiłam, nawet dla siebie. Bo ile jest warte moje życie? Ile było warte ich życie?
Uklękłam tylko nad ciałem martwej dziewczynki, położyłam palce na jej powiekach i zamknęłam nadal otwarte oczy.
Po zakopaniu ciał przez kilka lat szwendałam się po świecie z kataną w ręce. Nie dołączyłam już do żadnej innej grupy. Odwiedzałam zniszczone miasta, znajdowałam tam żywność i sprzęt konieczny do przeżycia. Potem wróciłam do swego rodzinnego miasteczka. Idąc natknęłam się na coś. Było to gdy obozowałam w pobliżu miasta. Przygotowując ognisko natknęłam się na zagrzebany tuż pod powierzchnią ziemi wisiorek.
Rodzina: Taa...taa...w pewnym sensie mam, tyle że zdechłą
Broń: Katana
Duch i Rzecz Do Niego Należąca:Rozalia Yami, naszyjnik z różą z opalu ognistego
Wygląd:
Howrse: Margo5
czwartek, 25 grudnia 2014
Od Kiry
Dokładnie wsłuchiwałem się w słowa, jak się okazało Ruby. Oczywiście miałem świadomość, że ludzie nie mogę zabijać demonów. Choć nie wszyscy zdawali sobie z tego sprawę i uparcie z nimi walczyli. Prawdziwym celem naszej grupy było jedynie drobne odstraszanie tych potworów i rabowanie. Prędzej więc było nam do złodziei niż jakichkolwiek bohaterów. Zrozumiałem to gdy zostałem przywódcą. Jednak co mieliśmy robić? Nie, zapominam się. Już do nich nie należę, więc po co tak właściwie o nich myślę? Ruby zadała mi pytanie. No tak, w końcu dalej nie powiedziałem jak ma się do mnie zwracać.
-Mówią mi Kira Kakureta-odparłem. Nie mogę powiedzieć, że tak się nazywam. W rzeczywistości posiadałem inne imię. Niestety, ale przez szok jaki przeżyłem gdy byłem dzieckiem nie jest mi ono już znajome. Pewnie mógłbym sobie przypomnieć je w jakiś sposób...Ale czy to takie ważne? Teraz zwę się "skrytym zabójcą". Odpowiadała mi to imię, a raczej przydomek. Najwidoczniej jedynie pan Takami...To znaczy przywódca przede mną znał mnie dobrze. Inni dają się nabrać na maskę którą przybieram. Dobrze wiem, że to nie jest moja prawdziwa osobowość, ale najzwyczajniej...Nie potrafię już zachowywać się inaczej. Zupełnie jakbym miał kontrolę tylko nad myślami które są zamknięte we mnie i nigdy do nikogo nie dojdą. Może to lepiej? Nie każdemu przypadły by do gustu opisy moich uczuć gdy widzę jak ktoś cierpi. W końcu mało osób podziela mój zachwyt tego typu rzeczami. Po chwili przerzuciłem wzrok na "moją panią". Tak, od tej pory tak będę się do niej zwracał. Wyglądało na to, że zasnęła. Sam nie wiem kiedy. Czy duchy potrzebują snu? Tak czy siak... Gdy śpi wygląda tak bezbronnie. Idealny widok dla sadysty, co? Uśmiechnąłem się nikle pod nosem i uniosłem wzrok by wbić go w niebo. Widoczne było na nim już parę gwiazd. Nikt nigdy nie określił ich dokładnej ilości...Jest ich po prostu "dużo", "wiele" bądź "nieskończoność". Czy ktokolwiek oszacował ile w dalszym ciągu istnieje demonów? Niektórzy porównają ich ilość do gwiazd..."Nieskończenie wiele". Jednak to nie może być prawda. Nie ma czegoś takiego jak nieskończoność. Kiedyś wszystkie kreatury zniknął z tego świata...Nie mogę powiedzieć, że jestem tego pewien ani że sam o to zadbam. To byłyby kłamstwa. Poza tym bez skutecznej broni niczego nie dałbym rady zrobić. Ponownie spojrzałem ukradkiem na Ruby. Następnie rozmyślając nad różnymi rzeczami zasnąłem. Nie wiem ile spałem ani o czym śniłem. Wiem jedno: ze snu wybudziło mnie wycie. Tylko jedne istoty mogły wydawać taki dźwięk. Demony...Wstając jak najprędzej podszedłem do dziewczyny i lekko nią wstrząsnąłem. Ruby otwarła oczy i spojrzała na mnie.
-Nie chce przerywać mej pani snu, jednakże...-kolejne krzyki obrzydliwych kreatur nie pozwoliły mi na dokończenie. Mimo tego dziewczyna od razu zrozumiała o co chodzi i wstała. Spojrzała na kierunek z któgo nadciągać zaczęła grupa czarnych kotów o czerwonych oczach. Oczywiście nie były to potulne pupilki domowe, a demony przybierające postać pum. Ruby przyzwała swoją kosę, a ja chwyciłem mój karabin i odszedłem na nieco dalszy dystans. Nie ma czasu na rozkładanie dwójnogu i przyczepianie go. Spoglądając w celownik skierowałem broń w stronę potwora mającego zamiar skoczyć na moją panią. Gdy ta miała zamiar przeciąć go kosą ja wystrzeliłem pocisk trafiający prosto w jego głowe. Demon od razu rozsypał się. Jeszcze nigdy nie czułem tego co w tym momencie. Można porównać to do radości, jednak jest to o wiele mocniejsze uczucie. Uczucie które przytłacza...Tak mocne, ze mogłoby doprowadzić do szaleństwa. Czy może rzeczywiście była to odmiana wielkego szczęścia?
-Mam nadzieję, że się do czegoś przydam pani-powiedziałem mimo wszystko spokojnie, nie głośno, a jednak tak by usłyszała, bez konkretnego wyrazu na twarzy. Wydawało mi się jednak, że ktoś uważny zauważy mój niewyraźny, a jednak dość duży uśmiech. Nie ma co nad tym myśleć. Pora by te potwory zobaczyły że można być od nich silniejszym...
Ruby?
-Mówią mi Kira Kakureta-odparłem. Nie mogę powiedzieć, że tak się nazywam. W rzeczywistości posiadałem inne imię. Niestety, ale przez szok jaki przeżyłem gdy byłem dzieckiem nie jest mi ono już znajome. Pewnie mógłbym sobie przypomnieć je w jakiś sposób...Ale czy to takie ważne? Teraz zwę się "skrytym zabójcą". Odpowiadała mi to imię, a raczej przydomek. Najwidoczniej jedynie pan Takami...To znaczy przywódca przede mną znał mnie dobrze. Inni dają się nabrać na maskę którą przybieram. Dobrze wiem, że to nie jest moja prawdziwa osobowość, ale najzwyczajniej...Nie potrafię już zachowywać się inaczej. Zupełnie jakbym miał kontrolę tylko nad myślami które są zamknięte we mnie i nigdy do nikogo nie dojdą. Może to lepiej? Nie każdemu przypadły by do gustu opisy moich uczuć gdy widzę jak ktoś cierpi. W końcu mało osób podziela mój zachwyt tego typu rzeczami. Po chwili przerzuciłem wzrok na "moją panią". Tak, od tej pory tak będę się do niej zwracał. Wyglądało na to, że zasnęła. Sam nie wiem kiedy. Czy duchy potrzebują snu? Tak czy siak... Gdy śpi wygląda tak bezbronnie. Idealny widok dla sadysty, co? Uśmiechnąłem się nikle pod nosem i uniosłem wzrok by wbić go w niebo. Widoczne było na nim już parę gwiazd. Nikt nigdy nie określił ich dokładnej ilości...Jest ich po prostu "dużo", "wiele" bądź "nieskończoność". Czy ktokolwiek oszacował ile w dalszym ciągu istnieje demonów? Niektórzy porównają ich ilość do gwiazd..."Nieskończenie wiele". Jednak to nie może być prawda. Nie ma czegoś takiego jak nieskończoność. Kiedyś wszystkie kreatury zniknął z tego świata...Nie mogę powiedzieć, że jestem tego pewien ani że sam o to zadbam. To byłyby kłamstwa. Poza tym bez skutecznej broni niczego nie dałbym rady zrobić. Ponownie spojrzałem ukradkiem na Ruby. Następnie rozmyślając nad różnymi rzeczami zasnąłem. Nie wiem ile spałem ani o czym śniłem. Wiem jedno: ze snu wybudziło mnie wycie. Tylko jedne istoty mogły wydawać taki dźwięk. Demony...Wstając jak najprędzej podszedłem do dziewczyny i lekko nią wstrząsnąłem. Ruby otwarła oczy i spojrzała na mnie.
-Nie chce przerywać mej pani snu, jednakże...-kolejne krzyki obrzydliwych kreatur nie pozwoliły mi na dokończenie. Mimo tego dziewczyna od razu zrozumiała o co chodzi i wstała. Spojrzała na kierunek z któgo nadciągać zaczęła grupa czarnych kotów o czerwonych oczach. Oczywiście nie były to potulne pupilki domowe, a demony przybierające postać pum. Ruby przyzwała swoją kosę, a ja chwyciłem mój karabin i odszedłem na nieco dalszy dystans. Nie ma czasu na rozkładanie dwójnogu i przyczepianie go. Spoglądając w celownik skierowałem broń w stronę potwora mającego zamiar skoczyć na moją panią. Gdy ta miała zamiar przeciąć go kosą ja wystrzeliłem pocisk trafiający prosto w jego głowe. Demon od razu rozsypał się. Jeszcze nigdy nie czułem tego co w tym momencie. Można porównać to do radości, jednak jest to o wiele mocniejsze uczucie. Uczucie które przytłacza...Tak mocne, ze mogłoby doprowadzić do szaleństwa. Czy może rzeczywiście była to odmiana wielkego szczęścia?
-Mam nadzieję, że się do czegoś przydam pani-powiedziałem mimo wszystko spokojnie, nie głośno, a jednak tak by usłyszała, bez konkretnego wyrazu na twarzy. Wydawało mi się jednak, że ktoś uważny zauważy mój niewyraźny, a jednak dość duży uśmiech. Nie ma co nad tym myśleć. Pora by te potwory zobaczyły że można być od nich silniejszym...
Ruby?
Profil Rozalii!
Imię: Rozalia
Nazwisko: Yami
Wiek: 420 lat
Płeć: Kobieta
Partner: Za życia kochała kogoś... Ale rzadko o tym mówi...
Charakter: Rozalia jest... dość specyficzna. W jednej chwili może się śmiać, a już w następnej być poważna. Dla przyjaciół miła i opiekuńcza, dla wrogów wstrętna i bezwzględna. Zawsze dotrzymuje słowa, jest lojalna. Umie podjąć najlepszą możliwą decyzję nawet w stresie, zna się na dobrych strategiach i planowaniu. Potrafi bezbłędnie kłamać, jeśli przyniesie jej to korzyść. Czasami zachowuje się dziecinnie by załagodzić kłótnie. Zdarza jej się dziwnie mówić.
Człowiek: Hitoschi Hayami
Broń: Miecz zmieniający formę.
Klejnot: Opal Ognisty
Wygląd:
Howrse: wilczyca2678
Nazwisko: Yami
Wiek: 420 lat
Płeć: Kobieta
Partner: Za życia kochała kogoś... Ale rzadko o tym mówi...
Charakter: Rozalia jest... dość specyficzna. W jednej chwili może się śmiać, a już w następnej być poważna. Dla przyjaciół miła i opiekuńcza, dla wrogów wstrętna i bezwzględna. Zawsze dotrzymuje słowa, jest lojalna. Umie podjąć najlepszą możliwą decyzję nawet w stresie, zna się na dobrych strategiach i planowaniu. Potrafi bezbłędnie kłamać, jeśli przyniesie jej to korzyść. Czasami zachowuje się dziecinnie by załagodzić kłótnie. Zdarza jej się dziwnie mówić.
Człowiek: Hitoschi Hayami
Broń: Miecz zmieniający formę.
Klejnot: Opal Ognisty
Wygląd:
Howrse: wilczyca2678
środa, 24 grudnia 2014
Od Ruby
Chłopak zaproponował bycie moim sługą. Chyba sam nie wie co to znaczy. Zdjęłam płaszcz i zwinęłam na ziemi.Usiadłam i wskazałam żeby uczynił to samo.
- Jestem Ruby Rosario - powiedziałam do chłopaka i wyciągnęłam dłoń. Uścisnął ją z lekkim niedowierzaniem. Powiedziałam mu że może mi pomagać polować na Demony. To jedyne moje zadanie na Ziemi. Kazałam mu pokazać swoją broń.Wyciągnął karabin. Nieźle się zaczyna. Wzięłam go pewnie do ręki i pooglądałam. Położyłam na pieńku i z kieszeni płaszcza wyciągnęłam buteleczkę. Odkręciłam ją i zamoczyłam palec.Szkarłatna barwa zalśniła kroplami na białym śniegu. Namalowałam w kilku miejscach typowy dla mnie znak. Coś jak róża ,ale nie do końca.
- Jestem Ruby Rosario - powiedziałam do chłopaka i wyciągnęłam dłoń. Uścisnął ją z lekkim niedowierzaniem. Powiedziałam mu że może mi pomagać polować na Demony. To jedyne moje zadanie na Ziemi. Kazałam mu pokazać swoją broń.Wyciągnął karabin. Nieźle się zaczyna. Wzięłam go pewnie do ręki i pooglądałam. Położyłam na pieńku i z kieszeni płaszcza wyciągnęłam buteleczkę. Odkręciłam ją i zamoczyłam palec.Szkarłatna barwa zalśniła kroplami na białym śniegu. Namalowałam w kilku miejscach typowy dla mnie znak. Coś jak róża ,ale nie do końca.
Chłopak patrzył co robię ,aż w końcu gdy oddałam mu broń schował na plecy.
-Teraz już możesz zabijać Demony-powiedziałam-Ludzie myślą że wystarczy skład broni i dobra chęci.Mylą się.Tylko Duchy potrafią zabijać te bestie.Oczywiście my też możemy zginąć,a bardziej zniknąć bo teoretycznie już nie żyjemy...Co więcej nasz powrót tutaj jest jak najbardziej niedorzeczny.A więc...powiesz mi jak się nazywasz drogi młodzieńcze?-zapytałam
A więc?
Od Kiry
Byłem w tym momencie zszokowany. Czyli jednak miałem racje..To był duch. Rzeczywiście można było się łatwo domyślić, ale lepiej się upewnić prawda? W dodatku pokonywał teraz z łatwością te okropne kreatury. Nie mogłem oderwać wzroku od tego widowiska. Mimo mojego zdziwienia czułem radość...Patrzenie jak zwinnie i szybko przecina wszystkie demony. Ich niedługie i praktycznie niezauważalne, a jednak cierpienie. Przepiękne widowisko. Zwłaszcza gdy jest to śmierć, jeśli można to śmiercią nazwać, tych potworów. Nie powinny w ogóle istnieć....Po wszystkim moja grupa zaczęła się pakować. Wcześniej odczuwałem niepewne uczucie...Nie to nie było uczucie, a chęć. Warto było zwrócić uwagę na krzyże znajdujące się w tamtej posiadłości. A przynajmniej na ten, który zabrałem ze sobą. Przeczuwałem, że było w nim coś niezwykłego...Teraz w końcu wiem co. Jednak wracając do poprzednich myśli, teraz chęć stała się pewna. Chęć...Opuszczenia ich. Przywódca nie powinien robić czegoś takiego? Racja byli dla mnie prawie jak rodzina, ale każdy wiedział, że przyjdzie ten czas. Zresztą prawie robi różnice...Rodziny potrzebowałem jedynie jako dziecko. Teraz bliskość innych była mi zbędna. Także i oni stali się niepotrzebni.
-Uwaga, wszyscy!-zawołałem. Mój głos nie był za cichy, ani za głośny. Wszyscy skierowali swoje twarze w moją stronę. W końcu ich przywódca postanowił coś powiedzieć. Stwierdziłem, że to najlepszy moment aby uświadomić resztę o tym, że...-Muszę koniecznie was opuścić-powiedziałem poważnie, niektórzy powiedzieliby, że wręcz bez uczuć. Wszyscy patrzyli się na mnie zdziwieni.
-Przecież nie możesz nas opuścić! Jesteś przywódcą, nie!?-krzyknął jeden z nich, William. Był on w naszej grupie niewiele dłużej niż ja. Mimo jego zwyczajowego optymizmu nawet on był teraz zaskoczony czy wściekły. Inni zaczęli powtarzać za nim. Padło tak wiele zdań jak i uczuć. Przerażenie, wściekłość, zdziwienie, desperacja...Tak łatwo można było odczytać wszystkie ich uczucia. Strach innych zazwyczaj satysfakcjonuje mnie czy cieszy. Teraz jednak było inaczej...Ale nie ma co o tym rozmyślać. Jeden przekrzykiwał innego. "Nie możesz nam tego zrobić! Nie teraz!", "Nasza grupa miała nigdy się nie rozpaść!", "Tak zachowuje się przywódca!?". Westchnąłem ledwo słyszalnie. Mimo tego wszyscy zamilkli. To jakim szacunkiem mnie darzą...
-Wybaczcie, jednak podjąłem już decyzję-powiedziałem jasno i wyraźne. Nikt już nie miał zamiaru się sprzeciwiać. Wkrótce wyjechali. Zostałem na drodze praktycznie sam...A raczej ktoś mógłby tak pomyśleć. Ściskając w dłoni wcześniej znaleziony krzyż przyglądałem się stojącej przede mną dziewczynie. Niezwyczajnej dziewczynie...Duchowi. Wyciągnąłem w jej stronę rękę w której ściskałem przedmiot który skradłem gdy byliśmy w posiadłości.
-To twoja własność, racja?-spytałem. Gdyby nie to za pewne nie mógłbym dostrzec dziewczyny w płaszczu o czerwonym kolorze. Ducha zobaczyć można jedynie gdy posiada się jego rzecz. Słyszałem o tym parę razy gdy przechodziliśmy przez różne miasta. Dziewczyna bez słowa wykonała ruch głową. Rozumiem, że była to odpowiedź potwierdzająca-Czyli dom który okradła moja grupa, był niegdyś twoim domem?-ciągnąłem dalej. Po co mi takie informacje? Czysta ciekawość. Jeszcze nigdy nie miałem "zaszczytu" prowadzenia rozmowy z duchem bądź w ogóle widzenia go. Ciekawe jak to jest, że ze wszystkich krzyżów akurat ten przyciągnął moją uwagę. Przeczucie? Duch wykonał identyczny gest co wcześniej, jednak jego wzrok zmienił się. Dziewczyna patrzyła teraz na mnie jakby chciała przekazać wiadomość "Naprawdę myślisz inaczej?". Trochę przerażające, nie ma co-W takim razie składam szczere przeprosiny. Może mógłbym jakoś Ci to wynagrodzić?-zapytałem znów. Jakie mam z tego korzyści? Wiem co potrafią robić duchy...Zresztą nawet gdybym nie widział maiłem przed chwilą pokaz. Z jej mocą mógłbym powybijać wszystkie te kreatury. Patrzyć na to jak obracają się w nicość. Uśmiechać się wtedy triumfalnie. To byłoby dla mnie najlepsze uczucia, prawda? Chcę móc to poczuć. Choć moje oczy podczas rozmowy wędrowały w różne strony teraz wbiłem wzrok prosto w dziewczynę, wyczekując jakiejkolwiek odpowiedzi. Na początku musiałem choć trochę się do niej zbliżyć.
-Cóż...Możesz mi pomagać-stwierdziła odzywając się w końcu. Więc to tak...Sądzę, że to dobry sposób na odpokutowanie. Jednakże, jak mam to rozumieć? Pewnym jest to, że nie jest ona z naszych czasów. W końcu jest duchem. Mimo, że jej płaszcz nie ukazuje całego ubrania mogę wnioskować z tego co widać, że jej ubrania pochodzą z czasów dalszych od naszych o...200? 300 lat? Może trochę mniej czy więcej. Ale nieistotne. W takim razie jak ona rozumuje "pomaganie jej"? Nagle wpadłem na pomysł.
-Czyli mam być twoim sługą?-spytałem wprost tonem który mimo, że w dalszym ciągu spokojnym, mniej chłodnym. Takie bycie podwładnym...Nie powiem, że mi się to nie uśmiecha. Dziwne, co? Ale wtedy mam prawie pewność, iż nie będzie miała zamiaru mnie tak nagle opuścić. A z jej umiejętnościami...Doprowadzę w końcu do wyginięcia wszystkich demonów.
Jaka jest twoja odpowiedź?
-Uwaga, wszyscy!-zawołałem. Mój głos nie był za cichy, ani za głośny. Wszyscy skierowali swoje twarze w moją stronę. W końcu ich przywódca postanowił coś powiedzieć. Stwierdziłem, że to najlepszy moment aby uświadomić resztę o tym, że...-Muszę koniecznie was opuścić-powiedziałem poważnie, niektórzy powiedzieliby, że wręcz bez uczuć. Wszyscy patrzyli się na mnie zdziwieni.
-Przecież nie możesz nas opuścić! Jesteś przywódcą, nie!?-krzyknął jeden z nich, William. Był on w naszej grupie niewiele dłużej niż ja. Mimo jego zwyczajowego optymizmu nawet on był teraz zaskoczony czy wściekły. Inni zaczęli powtarzać za nim. Padło tak wiele zdań jak i uczuć. Przerażenie, wściekłość, zdziwienie, desperacja...Tak łatwo można było odczytać wszystkie ich uczucia. Strach innych zazwyczaj satysfakcjonuje mnie czy cieszy. Teraz jednak było inaczej...Ale nie ma co o tym rozmyślać. Jeden przekrzykiwał innego. "Nie możesz nam tego zrobić! Nie teraz!", "Nasza grupa miała nigdy się nie rozpaść!", "Tak zachowuje się przywódca!?". Westchnąłem ledwo słyszalnie. Mimo tego wszyscy zamilkli. To jakim szacunkiem mnie darzą...
-Wybaczcie, jednak podjąłem już decyzję-powiedziałem jasno i wyraźne. Nikt już nie miał zamiaru się sprzeciwiać. Wkrótce wyjechali. Zostałem na drodze praktycznie sam...A raczej ktoś mógłby tak pomyśleć. Ściskając w dłoni wcześniej znaleziony krzyż przyglądałem się stojącej przede mną dziewczynie. Niezwyczajnej dziewczynie...Duchowi. Wyciągnąłem w jej stronę rękę w której ściskałem przedmiot który skradłem gdy byliśmy w posiadłości.
-To twoja własność, racja?-spytałem. Gdyby nie to za pewne nie mógłbym dostrzec dziewczyny w płaszczu o czerwonym kolorze. Ducha zobaczyć można jedynie gdy posiada się jego rzecz. Słyszałem o tym parę razy gdy przechodziliśmy przez różne miasta. Dziewczyna bez słowa wykonała ruch głową. Rozumiem, że była to odpowiedź potwierdzająca-Czyli dom który okradła moja grupa, był niegdyś twoim domem?-ciągnąłem dalej. Po co mi takie informacje? Czysta ciekawość. Jeszcze nigdy nie miałem "zaszczytu" prowadzenia rozmowy z duchem bądź w ogóle widzenia go. Ciekawe jak to jest, że ze wszystkich krzyżów akurat ten przyciągnął moją uwagę. Przeczucie? Duch wykonał identyczny gest co wcześniej, jednak jego wzrok zmienił się. Dziewczyna patrzyła teraz na mnie jakby chciała przekazać wiadomość "Naprawdę myślisz inaczej?". Trochę przerażające, nie ma co-W takim razie składam szczere przeprosiny. Może mógłbym jakoś Ci to wynagrodzić?-zapytałem znów. Jakie mam z tego korzyści? Wiem co potrafią robić duchy...Zresztą nawet gdybym nie widział maiłem przed chwilą pokaz. Z jej mocą mógłbym powybijać wszystkie te kreatury. Patrzyć na to jak obracają się w nicość. Uśmiechać się wtedy triumfalnie. To byłoby dla mnie najlepsze uczucia, prawda? Chcę móc to poczuć. Choć moje oczy podczas rozmowy wędrowały w różne strony teraz wbiłem wzrok prosto w dziewczynę, wyczekując jakiejkolwiek odpowiedzi. Na początku musiałem choć trochę się do niej zbliżyć.
-Cóż...Możesz mi pomagać-stwierdziła odzywając się w końcu. Więc to tak...Sądzę, że to dobry sposób na odpokutowanie. Jednakże, jak mam to rozumieć? Pewnym jest to, że nie jest ona z naszych czasów. W końcu jest duchem. Mimo, że jej płaszcz nie ukazuje całego ubrania mogę wnioskować z tego co widać, że jej ubrania pochodzą z czasów dalszych od naszych o...200? 300 lat? Może trochę mniej czy więcej. Ale nieistotne. W takim razie jak ona rozumuje "pomaganie jej"? Nagle wpadłem na pomysł.
-Czyli mam być twoim sługą?-spytałem wprost tonem który mimo, że w dalszym ciągu spokojnym, mniej chłodnym. Takie bycie podwładnym...Nie powiem, że mi się to nie uśmiecha. Dziwne, co? Ale wtedy mam prawie pewność, iż nie będzie miała zamiaru mnie tak nagle opuścić. A z jej umiejętnościami...Doprowadzę w końcu do wyginięcia wszystkich demonów.
Jaka jest twoja odpowiedź?
Od Ruby
Obudziłam się w lesie. Dobrze mi znanym lesie. Znów byłam na Ziemi, w domu.Przez 200 lat zatapiałam się w bezkresnej ciemności , gdy nagle błysnęło jasne światło i Wrota otworzyły się. Mogłam wyjść. Szczerze nie chciałam,było mi dobrze, ale tłum dusz i demonów wypchał mnie na powierzchnie. Wstałam i popatrzyłam w około. Ścieżka prowadziła wprost do starego dworu zamieszkałego przez moją rodzinę.Ruszyłam w tak bardzo znane mi miejsce. Drzwi były mocno zabite deskami. Jako duch teleportowałam się na drugą stronę. Zobaczyłam stare meble,obrazy i biżuterię. Były tam moje drogocenne krzyże. Że też kościół ich nie zabrał po śmierci rodziców. Zdjęłam prześcieradło z sofy i usiadłam. Zapadałam się coraz bardziej,i możliwe że zostałabym tam na wieki gdybym nie usłyszała zbliżających się ludzi. Przetarłam dłonią szybę i ujrzałam grupę 10 młodzieńców i mężczyzn idącą w stronę dworu. Rozbroili drzwi i wtargnęli do środka. Zaczęli przetrząsać dom. Pakowali biżuterię, klejnoty i obrazy. Rabusie. Złodzieje. Banda Złoczyńców. Nic nie mogłam zrobić. Tylko stać i przyglądać się jak duma mojego rodu ląduje w dłoniach barbarzyńców. W końcu dotarli do mego pokoju.
- Och! Moje krzyże! - krzyknęłam i ruszyłam pędem za nimi, będąc świadoma że nic nie wskóram. Najwidoczniej owi nikczemnicy byli całkiem pozbawiani wiary ponieważ nawet nie popatrzyli na piękne krucyfiksy. Tylko jeden z nich poszperał w szufladzie i schował do kieszeni mój ulubiony krzyż z rubinowym wypełnieniem. Popatrzyłam na niego błagalnie i przez chwilę wydawało mi się że także mnie widzi. Jednak szybko włożył go do torby i krzyknął żeby się pośpieszyli i wynosili z tego domu. Wyszli ,a ja podążyłam za nimi. Zostawiłam dwór za sobą. Zaczynało się ściemniać więc rozbili obóz. Tej nocy spadł śnieg. Obok ich ogniska,które znajdowało się na skraju lasu, była ogromna polana. Była już biała. Najwidoczniej wcześniej padało. Stanęłam na polanie i przypatrywałam się chłopakowi który ukradł mój krzyż. Nagle wszyscy usłyszeliśmy przeraźliwe wycie. Demony. Wypadły z przeciwległej strony lasu. Z nad naturalną prędkością jak na wilkopodobne stworzenia biegły w nasza stronę. Rabusie gotowi byli walczyć. Zauważyłam że cel mojej obserwacji chwycił krzyż w dłoń. Czułam jego wzrok na plecach. Zakryłam twarz krwisto czerwonym płaszczem i oczekiwałam ataku trzech biegnących Demonów. Wiadome że człowiek nie poradziłby sobie w starciu z nimi. Tylko My, Duchy potrafimy je zabić. Mamy specjalną broń. Wilki napięły się i skoczyły. W tym momencie zniknęłam.
- Och! Moje krzyże! - krzyknęłam i ruszyłam pędem za nimi, będąc świadoma że nic nie wskóram. Najwidoczniej owi nikczemnicy byli całkiem pozbawiani wiary ponieważ nawet nie popatrzyli na piękne krucyfiksy. Tylko jeden z nich poszperał w szufladzie i schował do kieszeni mój ulubiony krzyż z rubinowym wypełnieniem. Popatrzyłam na niego błagalnie i przez chwilę wydawało mi się że także mnie widzi. Jednak szybko włożył go do torby i krzyknął żeby się pośpieszyli i wynosili z tego domu. Wyszli ,a ja podążyłam za nimi. Zostawiłam dwór za sobą. Zaczynało się ściemniać więc rozbili obóz. Tej nocy spadł śnieg. Obok ich ogniska,które znajdowało się na skraju lasu, była ogromna polana. Była już biała. Najwidoczniej wcześniej padało. Stanęłam na polanie i przypatrywałam się chłopakowi który ukradł mój krzyż. Nagle wszyscy usłyszeliśmy przeraźliwe wycie. Demony. Wypadły z przeciwległej strony lasu. Z nad naturalną prędkością jak na wilkopodobne stworzenia biegły w nasza stronę. Rabusie gotowi byli walczyć. Zauważyłam że cel mojej obserwacji chwycił krzyż w dłoń. Czułam jego wzrok na plecach. Zakryłam twarz krwisto czerwonym płaszczem i oczekiwałam ataku trzech biegnących Demonów. Wiadome że człowiek nie poradziłby sobie w starciu z nimi. Tylko My, Duchy potrafimy je zabić. Mamy specjalną broń. Wilki napięły się i skoczyły. W tym momencie zniknęłam.
Trzy bestię zaryły pyskami w śnieg.Chłopak stał zamurowany. Przywołałam kosę i natarłam na Demony. Nie trwało to nawet kilka sekund. Wszystkie padły pod kilkoma cięciami ostrza.
Złodzieje stali i patrzyli jak ich wrogowie rozsypują się na śniegu. Zawrócili i zaczęli się pakować. W trakcie owej czynności wykrzykiwali coś w dziwnym języku. Jakby znajomy, ten którym ja sama władałam, ale jednak inny. Wychwyciłam słowa : Koniecznie,odejść i nie teraz. W drogę wyjechali wszyscy. Tak mi się zdawało. Na drodze stał z krzyżem w ręku chłopak który najwidoczniej mnie widział. Patrzył na mnie beznamiętnym wzrokiem. Zdawało mi się że trochę przypominają otchłań w której dryfowałam przez ostatnie 200 lat. Nagle wyciągnął rękę z krucyfiksem jakby chciał mi go podać.
Czego Chcesz?
wtorek, 23 grudnia 2014
Profil Kiry!
Imię: Kira
Nazwisko: Kakureta
Wiek: 17 lat
Płeć: Mężczyzna
Partner: Brak i niech tak pozostanie.
Wygląd: Kira to dość blady, wysoki mężczyzna. Mimo, iż nie jest bardzo umięśniony jest naprawdę silny. Posiada dość długie jak na mężczyznę włosy o barwie przypominającej kolor sepii oraz oczy o odcieniu wyblakłego niebieskiego. Nikt nigdy nie widział go bez jego czarnego płaszcza w którym nawet śpi. Noszenie go tłumaczy tym, że "zawsze jest mu zimno".
Charakter: Kira nie mówi zbyt wiele. Praktycznie zawsze jest cichy, co nie oznacza, że jest niemiły. Jego charakter jest zmienny. Czasem jest on życzliwy i pomocny, a czasem niezwykle chłodny, "nie do osiągnięcia". Wiele osób nazwało go tajemniczym. Przez to nikt nie mógł określić dokładnie jego charakteru. Pewne jednak jest w nim parę cech. Przede wszystkim jest niezwykle precyzyjny. Jeśli czas na to pozwala dba o każdy, najmniejszy szczegół. Nie da się go wyprowadzić z równowagi, w końcu jest niezwykle spokojny. Choć jego twarz nie jest kompletnie obojętna, niektórym trudność sprawia odczytanie jego emocji. Uwielbia podejmować się wyzwania oraz odkrywać tajemnice. I coś o czym powinno być napisane na samym początku...Jest skrytym sadystą. Choć praktycznie nikt tego nie odkrył jego głowę prawie zawsze wypełniają sadystyczne myśli. Uwielbia patrzeć chociażby na kogoś ból. Sprawia mu to przyjemność, jednak to ukrywa. W końcu stara się zgrywać "niewiniątko".
Historia: Gdy był jeszcze dzieckiem jego rodziców opętały demony. Przez to został kompletnie sam. Nie miał innej rodziny. Nie wiedział co zrobić. Wcześniej nie było to silne uczucie...Wiedział, że demony są złe, jednak nie interesowały go one, były mu po prostu obojętne. Jednak od tamtego czasu zaczął żywić do nich czystą nienawiść. Na jego szczęście "pod swoje skrzydła" przygarnęła go pewna grupa. Cóż, można było nazwać ich złodziejami z racji na to, że obrabowywali opuszczone dwory jednak grupa ta...Zajmowała się przede wszystkim polowaniem na demony. Młody Kira przez wszystkie te wydarzenia już w wieku 12 lat zachowywał się jak dorosły. Szybko nauczył się walki. Upodobał sobie akurat strzelanie z karabinu wyborowego. Miał do tego prawdziwy talent. Podczas jednej z walk przeciwko demonom nieszczęśliwe, przywódca grupy zmarł. Jego ostatnim życzeniem było to, aby grupa nie rozpadła się, dalej starała pokonywać demony oraz...Aby to Kira stał się jej kolejnym przywódcą. Choć z początku niektórym wydawało się to absurdalne, w końcu człopak miał wtedy zaledwie 14 lat, uszanowali ostatnią wolę zmarłego przywódcy. Nie pożałowali tego. Mimo swego wieku Kira był świetnym przywódcą. Troszczył się o grupę jak o rodzinę, jednak gdy wymagała tego sytuacja-był bezwzględny. Podczas okradania jednego z opuszczonych dworów znalazł coś naprawdę interesującego. Był to krzyżyk z rubinowym wypełnieniem. Niby nic takiego, jednak jak się okazało przedmiot ten związany był z pewnym duchem. Tak właśnie poznał Ruby...I w ten też sposób odszedł z grupy choć nikt dokładnie nie wie jakie miał w tym cele.
Rodzina: Jego rodzice zostali opętani przez demony. Nie lubi o tym rozmawiać...
Broń: Karabin wyborowy (snajperka) Sako TRG-22
Duch i Rzecz Do Niego Należąca: Ruby Rosario, Srebrny Krzyż z rubinowym wypełnieniem.
Wygląd:
Howrse: Miriam1111
Nazwisko: Kakureta
Wiek: 17 lat
Płeć: Mężczyzna
Partner: Brak i niech tak pozostanie.
Wygląd: Kira to dość blady, wysoki mężczyzna. Mimo, iż nie jest bardzo umięśniony jest naprawdę silny. Posiada dość długie jak na mężczyznę włosy o barwie przypominającej kolor sepii oraz oczy o odcieniu wyblakłego niebieskiego. Nikt nigdy nie widział go bez jego czarnego płaszcza w którym nawet śpi. Noszenie go tłumaczy tym, że "zawsze jest mu zimno".
Charakter: Kira nie mówi zbyt wiele. Praktycznie zawsze jest cichy, co nie oznacza, że jest niemiły. Jego charakter jest zmienny. Czasem jest on życzliwy i pomocny, a czasem niezwykle chłodny, "nie do osiągnięcia". Wiele osób nazwało go tajemniczym. Przez to nikt nie mógł określić dokładnie jego charakteru. Pewne jednak jest w nim parę cech. Przede wszystkim jest niezwykle precyzyjny. Jeśli czas na to pozwala dba o każdy, najmniejszy szczegół. Nie da się go wyprowadzić z równowagi, w końcu jest niezwykle spokojny. Choć jego twarz nie jest kompletnie obojętna, niektórym trudność sprawia odczytanie jego emocji. Uwielbia podejmować się wyzwania oraz odkrywać tajemnice. I coś o czym powinno być napisane na samym początku...Jest skrytym sadystą. Choć praktycznie nikt tego nie odkrył jego głowę prawie zawsze wypełniają sadystyczne myśli. Uwielbia patrzeć chociażby na kogoś ból. Sprawia mu to przyjemność, jednak to ukrywa. W końcu stara się zgrywać "niewiniątko".
Historia: Gdy był jeszcze dzieckiem jego rodziców opętały demony. Przez to został kompletnie sam. Nie miał innej rodziny. Nie wiedział co zrobić. Wcześniej nie było to silne uczucie...Wiedział, że demony są złe, jednak nie interesowały go one, były mu po prostu obojętne. Jednak od tamtego czasu zaczął żywić do nich czystą nienawiść. Na jego szczęście "pod swoje skrzydła" przygarnęła go pewna grupa. Cóż, można było nazwać ich złodziejami z racji na to, że obrabowywali opuszczone dwory jednak grupa ta...Zajmowała się przede wszystkim polowaniem na demony. Młody Kira przez wszystkie te wydarzenia już w wieku 12 lat zachowywał się jak dorosły. Szybko nauczył się walki. Upodobał sobie akurat strzelanie z karabinu wyborowego. Miał do tego prawdziwy talent. Podczas jednej z walk przeciwko demonom nieszczęśliwe, przywódca grupy zmarł. Jego ostatnim życzeniem było to, aby grupa nie rozpadła się, dalej starała pokonywać demony oraz...Aby to Kira stał się jej kolejnym przywódcą. Choć z początku niektórym wydawało się to absurdalne, w końcu człopak miał wtedy zaledwie 14 lat, uszanowali ostatnią wolę zmarłego przywódcy. Nie pożałowali tego. Mimo swego wieku Kira był świetnym przywódcą. Troszczył się o grupę jak o rodzinę, jednak gdy wymagała tego sytuacja-był bezwzględny. Podczas okradania jednego z opuszczonych dworów znalazł coś naprawdę interesującego. Był to krzyżyk z rubinowym wypełnieniem. Niby nic takiego, jednak jak się okazało przedmiot ten związany był z pewnym duchem. Tak właśnie poznał Ruby...I w ten też sposób odszedł z grupy choć nikt dokładnie nie wie jakie miał w tym cele.
Rodzina: Jego rodzice zostali opętani przez demony. Nie lubi o tym rozmawiać...
Broń: Karabin wyborowy (snajperka) Sako TRG-22
Duch i Rzecz Do Niego Należąca: Ruby Rosario, Srebrny Krzyż z rubinowym wypełnieniem.
Wygląd:
Howrse: Miriam1111
Profil Ruby!
Imię: Ruby (Znana także jako Krwawa Róża)
Nazwisko: Rosario
Wiek: 216 lat
Płeć: Kobieta
Partner: Miała narzeczonego jednak zmarła ,więc nigdy jako tako nie wyszła za mąż.
Charakter: Jest jak na arystokratkę bardzo dziwna. Lubi się kłócić,obrażać za byle co. Jednakże jest także bardzo miła i opiekuńcza. Mądra, piękna, wysportowana i czarująca w swoich czasach była ideałem. Jednak nigdy się tak nie czuła. Zawsze była wyrozumiała dla służby, nie to co inni szlachcice i szlachcianki. Owszem obrażała ich jednak tylko słownie nazywając idiotami lub leniami. Potem zginęła ,a następnie znów powróciła by walczyć z Demonami. Jest bardzo waleczna i gdy widzi ,,krew" Demonów nie może się powstrzymać żeby nie rzucić się na nie z bronią. Jest troszkę dumna i zarozumiała, ale najczęściej da się ją znieść. Często mówi staroświeckim językiem.
Człowiek: Kira Kakureta
Broń: Kosa
Klejnot: Rubin
Wygląd:
Howrse: ViGames
Nazwisko: Rosario
Wiek: 216 lat
Płeć: Kobieta
Partner: Miała narzeczonego jednak zmarła ,więc nigdy jako tako nie wyszła za mąż.
Charakter: Jest jak na arystokratkę bardzo dziwna. Lubi się kłócić,obrażać za byle co. Jednakże jest także bardzo miła i opiekuńcza. Mądra, piękna, wysportowana i czarująca w swoich czasach była ideałem. Jednak nigdy się tak nie czuła. Zawsze była wyrozumiała dla służby, nie to co inni szlachcice i szlachcianki. Owszem obrażała ich jednak tylko słownie nazywając idiotami lub leniami. Potem zginęła ,a następnie znów powróciła by walczyć z Demonami. Jest bardzo waleczna i gdy widzi ,,krew" Demonów nie może się powstrzymać żeby nie rzucić się na nie z bronią. Jest troszkę dumna i zarozumiała, ale najczęściej da się ją znieść. Często mówi staroświeckim językiem.
Człowiek: Kira Kakureta
Klejnot: Rubin
Wygląd:
Subskrybuj:
Posty (Atom)

